Karol Nawrocki wystawił rządowi rachunek za tempo zadłużenia. Prezydent Nawrocki pyta Tuska nie o slogan wzrostu, tylko o codzienność: kwotę wolną, przedsiębiorców i to, czy kolejne miliardy długu cokolwiek zmieniły w portfelu.
Prezydent Nawrocki pyta Tuska o dług i obietnice
Nawrocki podał tempo, które ma działać na wyobraźnię. Od końca 2023 roku dług Skarbu Państwa wzrósł o ponad 840 miliardów złotych. To — jak wyliczał — niemal 900 milionów dziennie, ponad 10 tysięcy złotych na sekundę. W czasie kilkunastominutowego nagrania dług miał urosnąć o kolejne miliony. Rachunek zapłacą obywatele dzisiejsi i przyszli. Stąd pytanie: skoro tak szybko rośnie dług, to gdzie jest wielka poprawa ich życia, gdzie obiecana wyższa kwota wolna od podatku, gdzie obietnice składane przedsiębiorcom?br/p>
To nie pierwsza taka ocena. W styczniu, przy budżecie na 2026 rok, prezydent nie mógł zastosować weta — Konstytucja mu tego nie pozwala. Podpisał, ale nazwał ustawę budżetem chaosu i gigantycznego zadłużenia, które „w żaden sposób nie przekłada się na lepsze życie obywateli”. Mówił, że co trzecia wydawana złotówka pochodzi z kredytu. Wyliczał braki: nie ma podwyższenia kwoty wolnej, nie ma podwójnej waloryzacji emerytur, planowana waloryzacja ma być najniższa od lat, przedsiębiorcy mają zapłacić wyższe składki. Ministerstwo Finansów otwarcie zakładało wtedy przekroczenie 60 proc. zadłużenia do PKB według standardów międzynarodowych.
Weta nie są problemem. Problem ma być po stronie wydatków
Rząd i minister Andrzej Domański odwracają wektor. Twierdzą, że weta Nawrockiego kosztują budżet miliardy, psują rating i blokują reformy, które miały dać „więcej w portfelu”. Tusk straszył, że prezydent ochroni koncerny, a zabierze pielęgniarkom i nauczycielom. Nawrocki odpowiada wprost: to kłamstwo i manipulacja. Weta — według niego — nic Polaków nie kosztują. Chronią przed kolejnymi podatkami, opłatami i podatkiem paliwowym, który i tak wyląduje na dystrybutorze. Problemem nie są weta. Problemem jest władza, która za łatwo wydaje, za słabo kontroluje i za szybko się zadłuża.
Prezydent przypomniał „pancerz budżetowy” złożony na początku kadencji i zamrożony — jak mówi — w sejmowej zamrażarce marszałka Włodzimierza Czarzastego. Pytał, ile kosztuje Polaków ta zamrażarka. Zanim rząd przyjdzie po kolejne pieniądze, ma wyjaśnić gospodarowanie tymi, które już ma. Nie zgodzi się, by lekarstwem na nieskuteczne państwo były wyższe podatki dla ciężko pracujących.
Rachunek, którego nie da się zamazać sloganem
Spór nie jest akademicki. Budżet 2026 to około 919 miliardów wydatków, 647 miliardów dochodów i deficyt do 272 miliardów. Obrona ponad 200 miliardów, zdrowie blisko 248. To realne potrzeby państwa na wschodniej flance. Pytanie Nawrockiego dotyczy czegoś innego: czy tempo długu jest ceną bezpieczeństwa i inwestycji, czy ceną braku kontroli. Prezydent Nawrocki pyta Tuska o efekt w życiu ludzi, nie o slajd z konferencji „Rok przyspieszenia”. Rząd może pokazać pełne samoloty, wzrost wynagrodzeń i odblokowane unijne miliardy. Prezydent może pokazać sekundnik długu i listę niedotrzymanych obietnic podatkowych. Oba zestawy liczb istnieją. Brakuje mostu między nimi. Dopóki go nie będzie, pytanie z Pałacu zostanie w obiegu: skoro dług rośnie tak szybko, to gdzie jest ta wielka poprawa życia Polaków?
MojaPL.pl
Źródła: wiadomosci.radiozet.pl, 300polityka.pl, biznes.interia.pl, wiadomosci.onet.pl, money.pl, rp.pl, wgospodarce.pl.













