Amerykańscy wysłannicy wrócili do rozmów o możliwym zawieszeniu broni, a Polska wykluczona z negocjacji ws. Ukrainy ponownie stoi na uboczu. Poniżej relacja z przebiegu weekendowej rundy i ocena, co oznacza pominięcie Warszawy dla bezpieczeństwa wschodniej flanki.
Polska wykluczona z negocjacji ws. Ukrainy. Kto siedział przy stole
Kwestia ewentualnego rozejmu na Ukrainie znów znalazła się w centrum dyplomacji. Amerykańscy wysłannicy podjęli kolejną próbę wypracowania ram porozumienia. Najpierw przedstawili propozycję w Moskwie, a następnie przez Rzeszów polecieli do Kijowa na spotkanie z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. W rozmowach uczestniczyli Steve Witkoff i Jared Kushner. Obecni byli także doradcy do spraw bezpieczeństwa liderów Niemiec, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Polski przedstawiciel w tym gronie nie zasiadł. Dziennikarz Zbigniew Parafianowicz podkreślił, że Polski w tych rozmowach nie ma, choć jest to temat zasadniczy dla przyszłości naszego bezpieczeństwa. Skład delegacji biorących udział w spotkaniach w stolicy Ukrainy pokazuje, kto dziś kształtuje architekturę bezpieczeństwa w regionie. Pominięcie Warszawy przy tak kluczowym zagadnieniu budzi — zdaniem komentatora — uzasadniony niepokój. To nie spór o prestiż. Chodzi o to, kto ma wpływ na warunki. Mogą one na lata określić położenie Polski.
Dlaczego brak miejsca przy stole ogranicza suwerenność informacyjną
Brak reprezentacji przy stole negocjacyjnym sprowadza rolę Polski wyłącznie do zaplecza logistycznego. Kraj, który od początku pełnoskalowej wojny jest głównym korytarzem pomocy i zapleczem infrastrukturalnym, nie uczestniczy w dyskusji o warunkach możliwego zawieszenia broni. Parafianowicz zwraca uwagę, że taka pozycja pozbawia państwo dostępu do kluczowych informacji dotyczących bezpieczeństwa granic. Nie chodzi tylko o obecność na zdjęciu. Chodzi o wiedzę: jakie warianty terytorialne są realmente rozważane, jakie gwarancje się pojawiają i czego oczekują mocarstwa od państw frontowych NATO. W praktyce oznacza to, że decyzje o przyszłości regionu mogą zapadać bez bieżącego udziału rządu. Skutki tych decyzji poniesie sąsiad Ukrainy i członek Sojuszu. Dlatego sformułowanie „Polska wykluczona z negocjacji ws. Ukrainy” opisuje nie tylko protokół dyplomatyczny. Oznacza również realny ubytek wpływu.
Jasionka jako „Blue Gate”. Rola za mała dla państwa polskiego
Jedyną rolą, jaką Polska odgrywa w tej rundzie, jest udostępnianie lotniska w Jasionce jako „Blue Gate”. To przejście logistyczne dla delegacji lecących między Moskwą a Kijowem. Parafianowicz ocenia tę funkcję stanowczo: jest za mała dla państwa polskiego. Wyklucza nas nawet z bycia poinformowanym o przebiegu dyskusji. Póki co Warszawa pozostaje biernym obserwatorem. Infrastruktura działa, samoloty lądują, ale polityczny głos nie jest w sali. To rozróżnienie jest istotne: sojusznik może być użyteczny operacyjnie i jednocześnie nieobecny przy kształtowaniu warunków pokoju lub rozejmu. Dla czytelnika w Polsce oznacza to konkret: nawet jeśli rozmowy zakończą się tylko kolejną turą bez porozumienia, sam format już teraz utrwala hierarchię. Niemcy, Wielka Brytania i USA mają doradców przy stole. Polska ma pas startowy.
Donbas, twarde stanowiska i małe szanse na szybki rozejm
W obszarze samych propozycji pokojowych pojawiły się nowe koncepcje dotyczące statusu Donbasu, w tym strefa zdemilitaryzowana albo strefa wolnego handlu. Prezydent Zełenski mówił, że w rozmowach pojawiły się nowe elementy w tej sprawie. Granice kompromisu pozostają jednak twarde. Dla Ukrainy opcją nie do przekroczenia jest oddanie Donbasu Rosji. Strona rosyjska również nie zamierza ustąpić. W tym sensie — według relacji z rozmów — można spodziewać się raczej dalszych walk niż szybkiego porozumienia. Ten punkt jest ważny także dla Polski. Jeśli negocjacje nie kończą wojny, a jedynie testują warianty terytorialne, to każde rozwiązanie dotyczące wschodniej Ukrainy będzie miało skutki dla stabilności całego regionu. Tym bardziej niepokoi fakt, że Polska wykluczona z negocjacji ws. Ukrainy nie uczestniczy w ocenie tych wariantów na bieżąco. Równolegle Kreml nie wykluczył w poniedziałek możliwości powrotu do formatu trójstronnego z udziałem USA i Ukrainy, zastrzegając jednak, że na określenie miejsca i terminu jest za wcześnie. Szef MSZ Radosław Sikorski ocenił, że dobrze, iż wysłannicy trafili wreszcie do Kijowa. Dodał również, że Polska życzy sobie zakończenia wojny, ale bez kapitulacji Ukrainy. To stanowisko sojusznika, który jednocześnie nie siedzi przy głównym stole tej rundy.
Co powinna robić polska dyplomacja
Mimo niechęci mocarstw do poszerzania grona uczestników Parafianowicz wskazuje, że polska dyplomacja powinna aktywnie zabiegać o włączenie się w proces. Trudno oczekiwać, by Stany Zjednoczone albo Rosja same uwzględniały polski interes. Lobbing na rzecz obecności Polaka na rozmowach jest jednak — jego zdaniem — do zrobienia. W interesie Polski jest „wkładanie nogi w drzwi” i próba wejścia do formatu, zanim utrwali się model, w którym Warszawa dostaje tylko informacje wtórne. Instrumenty są klasyczne: sojusze w NATO, relacje z Waszyngtonem, koordynacja z państwami flanki wschodniej i stałe przypominanie, że każde zawieszenie broni na Ukrainie dotyczy bezpośrednio polskiego bezpieczeństwa. To nie jest wezwanie do spektaklu. To wezwanie do obecności. Kraj, który udostępnia infrastrukturę, ponosi ryzyko sąsiedztwa wojny i od lat jest zapleczem logistycznym pomocy, nie powinien ograniczać się do roli „Blue Gate”. Jeśli format rozmów ma kształtować przyszły ład w regionie, Polska wykluczona z negocjacji ws. Ukrainy pozostaje w pozycji obserwatora. Właśnie to budzi uzasadniony niepokój.
Opracowanie: MojaPL.pl
Źródła: wiadomosci.wp.pl (Z. Parafianowicz, oprac. S. Michalski, 7.09.2026); bankier.pl (wypowiedź R. Sikorskiego, 7.09.2026); lrt.lt / BNS (oświadczenie D. Pieskowa, 7.09.2026); polsatnews.pl; euronews.com (relacje z wizyty Witkoffa i Kushnera w Moskwie i Kijowie, 7.09.2026).













