1 września 2026 roku na półwyspie, od którego zaczęła się II wojna światowa, Karol Nawrocki połączył hołd ofiarom z apelem do Berlina i polskiego rządu. Radosław Sikorski odpowiedział wieczorem na platformie X. Stawką stało się nie tylko zadośćuczynienie, ale pytanie, czy w rocznicę hekatomby wolno mówić o wpływach niemieckich fundacji w polskiej polityce.
Co prezydent powiedział na Westerplatte
Obchody 87. rocznicy wybuchu wojny rozpoczęły się przed świtem. Syreny o 4.45 przypomniały godzinę niemieckiego ataku na Wojskową Składnicę Tranzytową. Obecni byli prezydent Karol Nawrocki, premier Donald Tusk i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Nawrocki mówił, że pamięć o 1 września wymaga prawdy i odpowiedzialności. Przypomniał skalę strat: około 6 milionów obywateli II Rzeczypospolitej, z czego zdecydowana większość to cywile. Ocenił, że prawda o wojnie jest słabo słyszalna za zachodnią granicą, nie zawsze dociera za Atlantyk. Co ważne, „wielki problem” mają z nią także dzisiejsi rządzący. Najmocniejsze zdanie dotyczyło korzeni wrogości. Prezydent stwierdził, że Niemcy nie potrzebowały Adolfa Hitlera, by gardzić Polską, Polkami, Polakami i polskością. Odwołał się do XIX-wiecznych tekstów i klimatu Republiki Weimarskiej. Dodał, że 1 września 1939 roku otworzyło „bramę do hekatomby i pandemonium”. Te tragedie zostały wyrządzone narodowi polskiemu przez Niemców i Sowietów.
Reparacje, pomnik w Berlinie i apel o jedność
Z Westerplatte Nawrocki zwrócił się do kanclerza Niemiec i narodu niemieckiego: załatwmy sprawę reparacji i zadośćuczynienia – dla sprawiedliwości historycznej i dla przyszłości. Pieniądze – mówił – Polska przeznaczyłyby na Siły Zbrojne i przemysł zbrojeniowy. Dzięki temu nie trzeba byłoby brać zachodnich kredytów i można dostać to, co się należy. Nazwał to twardą, sojuszniczą deklaracją Berlina. Wskazał też brak pomnika polskich ofiar II wojny w stolicy Niemiec oraz nierówność praw mniejszości. Dodał: „To nie jest realny sojusz, jeśli nie możemy postawić takiego pomnika w Berlinie” – ocenił, wspominając 35. rocznicę traktatu o dobrym sąsiedztwie. Następnie wezwał premiera, ministra, marszałka, wszystkie stronnictwa parlamentarne i naród: bądźmy razem w tym dziele. Poprosił rząd o wsparcie starań o reparacje od zachodnich sąsiadów. W tym samym bloku pojawiły się słowa, które wywołały spór Nawrockiego z Sikorskim. Prezydent powiedział, że dziś, gdy Polska i Niemcy są w Unii i NATO, potrzebna jest odwaga cywilna polskich i niemieckich polityków. Dodał, że potrzeba też służenia Rzeczypospolitej „ze strony niemieckich stronnictw w Polsce” oraz zrozumienia sytuacji przez historyków i polityków „wychowanych przez niemieckie fundacje”.
Jak odpowiedział Radosław Sikorski
Szef MSZ nie odniósł się do liczb ofiar ani do samego postulatu zadośćuczynienia. Uderzył w fragment o stronnictwach. Na X napisał, że przemawiając na Westerplatte w rocznicę wybuchu wojny Karol Nawrocki „mógłby sobie odpuścić wredne insynuacje o rzekomej partii niemieckiej w Polsce”, tym bardziej że chwilę później apeluje o jedność. Następnie dodał: „Apeluje do patriotów czy do zdrajców? Bezczelne to i głupie” – zakończył minister. Wcześniej tego samego dnia Sikorski zarzucał prezydentowi inną rzecz: brak nominacji dla doświadczonego dyplomaty Jana Tombińskiego na ambasadora w Berlinie. Prosił o uzasadnienie. Linia szefa dyplomacji od miesięcy jest stała: Niemcy to sojusznik w NATO i UE, zagrożenie idzie ze Wschodu. Podkreślił, że „szczucie na sąsiada” służy radykalnym elektoratom. Natomiast Nawrocki od dawna utrzymuje, że bez reparacji, pomnika ofiar i równych praw mniejszości sojusz pozostaje niepełny.
Dwie logiki jednej rocznicy
Spór Nawrockiego z Sikorskim nie dotyczy tego, czy 1 września 1939 roku Niemcy uderzyły na Polskę. Tego nikt poważny nie kwestionuje. Spór dotyczy języka władzy w dniu pamięci. Jedna strona mówi: skoro Berlin wciąż nie stawia pomnika polskich ofiar i odmawia zadośćuczynienia, a w polskiej debacie działają środowiska związane z niemieckimi fundacjami, prezydent ma prawo nazwać problem wprost i jednocześnie wołać o wspólny front w sprawie reparacji. Z kolei druga strona mówi: oskarżenie o „niemieckie stronnictwa” i „partię niemiecką” to insynuacja, która w rocznicę wojny dzieli Polaków i osłabia dyplomację wobec sojusznika. Obie wypowiedzi padły publicznie. Prezydent mówił z Westerplatte do rządu, parlamentu i Berlina. Minister odpowiedział z pozycji szefa MSZ, słowami „wredne”, „bezczelne” i „głupie”. To już nie spór o datę ataku pancernika „Schleswig-Holstein”. Teraz to spór o to, czy pamięć o 6 milionach ofiar wolno łączyć z pytaniem o lojalność dzisiejszych elit.
Opracowanie: MojaPL.pl
Źródła: Wprost, Onet, WP Wiadomości, Polsat News, Radio ZET, Interia, wPolityce.pl, PAP.













