Strona główna / POLSKA / Sobkowiak-Czarnecka twierdzi w kontekście Rosji: „nie warto z nami zadzierać”

Sobkowiak-Czarnecka twierdzi w kontekście Rosji: „nie warto z nami zadzierać”

sobkowiak czarnecka

Gotowość Polski na atak Rosji według wiceszefowej MON. Magdalena Sobkowiak-Czarnecka mówi o odstraszaniu, sile armii i tym, że przeciwnikowi nie opłaca się zadzierać.

Co naprawdę powiedziała Magdalena Sobkowiak-Czarnecka

W programie „Jeden na jeden” w TVN24 Magdalena Sobkowiak-Czarnecka została zapytana, czy Polsce grozi wojna. Odpowiedziała, że rząd robi wszystko, by do tego nie doszło. Jako główny cel wskazała odstraszanie: pokazanie przeciwnikowi, że Polska ma dobrze wyćwiczoną, potężną i wyposażoną armię. Wskazała, że dzięki temu „nie warto z nami zadzierać”. To – mówiła – podstawowy cel strategiczny. Po incydencie z pociskiem na Lubelszczyźnie powtórzyła inną formułę uspokojenia. „Czuję się bezpieczna, bo wiem, jak działa nasza armia i w tym przypadku zadziałała bardzo dobrze”. Twierdziła, że służby zadziałały zgodnie z procedurami. Ponadto dowódca operacyjny podjął najlepszą możliwą decyzję, nie zestrzeliwując obiektu w chwili, gdy pocisk spadał na pole. To nie jest to samo, co twardy werdykt sztabu: „jesteśmy w pełni gotowi na pełnoskalowy atak”. To komunikat polityczny o gotowości Polski na atak Rosji rozumiany jako odstraszanie i sprawność procedur. Różnica jest istotna i nie należy jej zacierać.

Rakieta nad Polską i zapowiedź kolejnych ruchów

30 lipca 2026 roku nad ranem pocisk manewrujący naruszył polską przestrzeń powietrzną. Po około sześciu minutach spadł na pole w Tarnawie-Kolonii. Sobkowiak-Czarnecka powiedziała, że z pewnością 99,9 proc. była to rosyjska rakieta Ch-101. Ostateczne potwierdzenie miało przynieść śledztwo prokuratury. Dodała, że Rosjanie często manewrują rakietami przy granicy: podlatują, wykonują zwrot i wracają nad Ukrainę. Wspomniała też, że podobne naruszenia dotyczyły również Rumunii. Na antenie Polsat News oceniła: „Spodziewamy się możliwych kolejnych ruchów, bo widzieliśmy to natężenie działań rosyjskich”. Informacje – jak zapewniała – przekazano sojusznikom, także w Waszyngtonie. Wcześniej, w nocy z 9 na 10 września 2025 roku, rosyjskie drony wleciały w polską przestrzeń. Wiceszefowa MON mówiła później o około 100 obiektach. Demagog i sam minister Władysław Kosiniak-Kamysz wskazali, że ta liczba była błędna; publiczne dane mówią o kilkunastu–ok. 20 bezzałogowcach. To ważna korekta. Narracja o skali zagrożenia nie może opierać się na zawyżonych liczbach.

Odporność państwa, zbrojenia i baza USA

W czerwcu 2026 roku Sobkowiak-Czarnecka została pełnomocniczką rządu ds. wzmocnienia odporności państwa. W zakresie jej zadań są strategia odporności, koordynacja międzyresortowa, zbrojenia i edukacja obronna: skąd brać sprawdzone informacje i co mieć w domu na trudny moment. Mówiła o kontraktach wartych 120 mld zł dla polskiego przemysłu i o kolejnych 60 mld zł do zakontraktowania. Nie wykluczała powrotu powszechnej służby wojskowej. Pracuje też nad stałą obecnością amerykańską: deklaracja Kosiniaka-Kamysza do Waszyngtonu, uchwała Rady Ministrów, rozmowy z USA. Sama baza – zaznaczała – to dłuższy proces. Gotowość Polski na atak Rosji w tej narracji opiera się na zakupach, sojuszu i odstraszaniu. Nie opiera się na obietnicy, że wojna jest niemożliwa. Sama wiceminister mówiła, że Rosja testuje jedność NATO i sprawdza, jak daleko może się posunąć, zanim Sojusz zareaguje. Uzbrojona rakieta na terytorium państwa NATO miała być tego dowodem.

Co mówią wojsko i wywiad, a nie komunikat rządu

„Rzeczpospolita” i Forsal opisały inną stronę medalu. Z sześciu dywizji wojsk lądowych do natychmiastowej walki zdolne miałyby być głównie dwie pierwszorzutowe: 16. i 18. Dywizja Zmechanizowana. Reszta potrzebowałaby dni, a nawet do miesiąca, by osiągnąć pełną gotowość. Część struktur wciąż się formuje, część jest skadrowana. Szef Agencji Wywiadu płk Paweł Szota oceniał, że ryzyko konfrontacji militarnej jest rzeczywiste, a Moskwa przesuwa czerwone linie. Dzieje się tak, bo NATO odpowiada raczej politycznie niż militarnie. Premier Donald Tusk po rozmowie z Markiem Rutte ostrzegał, że nie można wykluczyć rosyjskiej prowokacji wobec któregoś z członków Sojuszu. Gen. Jarosław Gromadziński wskazywał z kolei, że otwarty atak na NATO w ciągu kilku lat jest mało realny, ale luki Polski dotyczą obrony przeciwrakietowej, logistyki i ochrony infrastruktury. Według niego groźniejsze na dziś mogą być sabotaż i dywersja niż klasyczna inwazja.

Komunikat o sile nie zwalnia z rachunku sumienia

Sobkowiak-Czarnecka ma rację w jednym: odstraszanie działa tylko wtedy, gdy wróg wierzy, że uderzenie będzie go kosztować więcej, niż może zyskać. Błąd zaczyna się tam, gdzie uspokojenie zastępuje zimną ocenę stanów magazynowych, czasu mobilizacji i dziur w obronie powietrznej. Gotowość Polski na atak Rosji nie jest hasłem telewizyjnym. To liczba dywizji zdolnych walczyć pierwszego dnia, sprawność systemów antydronowych, reakcja na rakietę nad własnym terytorium i odporność cywilna. Wiceszefowa MON mówi, że armia zadziałała i że nie warto z Polską zadzierać. Raporty o dwóch dywizjach pierwszego rzutu i kolejne rosyjskie testy granicy każą pytać, czy to diagnoza, czy pobożne życzenie władzy. Opracowanie:

MojaPL.pl
Źródła: Polsat News, DoRzeczy.pl, RMF24, Defence24, Forsal.pl, InfoSecurity24, Demagog.org.pl.

Tagi:

Sign Up For Daily Newsletter

Stay updated with our weekly newsletter. Subscribe now to never miss an update!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *