Przy stolikach Stołecznej Operacji Referendalnej pojawiają się także mieszkańcy, którzy głosowali na Rafała Trzaskowskiego i dziś mówią, że się tego wstydzą. Zbiórka podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta i Rady Warszawy trwa od 30 lipca we wszystkich dzielnicach – z zarzutami o pieniądze publiczne, transport i brak wpływu na miasto.
Wstydzą się że głosowali na Trzaskowskiego. Referendum w Warszawie
Wstydzą się że głosowali na Trzaskowskiego – takie słowa padają przy stolikach zbiórki, także w dzielnicach uchodzących za przychylne obecnemu ratuszowi. Od 30 lipca 2026 r. wolontariusze Stołecznej Operacji Referendalnej zbierają podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta Rafała Trzaskowskiego i Rady m.st. Warszawy. Punkty zmieniają się co dzień, ale akcja obejmuje całe miasto. Tekst oparty jest na relacji inicjatora zbiórki, Macieja Wilka, prezesa Fundacji Polskiego Rozwoju i Stowarzyszenia TAKdlaCPK. To obserwacje z ulicy, nie sondaż ogólnomiejski.
Krótko: część warszawiaków, w tym byli wyborcy prezydenta, podpisuje wniosek i mówi wprost o wstydzie za swój głos. Reszta powodów jest twarda – pieniądze, inwestycje, samochody i poczucie, że miasto przestaje być ich.
Kto podpisuje i gdzie to widać
Po kilku tygodniach przy stołach powtarza się ten sam obraz. Najczęściej podchodzą osoby po 60. roku życia oraz młodzi – do około 35 lat. Wyraźnie mniej jest ludzi w średnim wieku. Geografii też nie da się sprowadzić do „prawicowej Pragi”. Zainteresowanie na Pradze-Północ i Pradze-Południe było do przewidzenia. Zaskoczeniem jest Wilanów i inne dzielnice uważane za bliższe obecnym władzom. Właśnie tam zdarzają się osoby, które przyznają: głosowały na Trzaskowskiego, a teraz się tego wstydzą i chcą referendum.
Wielu mieszkańców nie trafia pod flagę przypadkiem. Sprawdzają w sieci, gdzie danego dnia stoi stolik, i przychodzą specjalnie. Wolontariusze zastają ludzi już czekających na miejscu. Inni po złożeniu podpisu biorą puste karty, żeby zbierać dalej – w rodzinie, wśród sąsiadów i znajomych. To nie jest tłum z przypadku. To ludzie, którzy szukają punktu.
Według doniesień z początku września organizatorzy mówili o kilkudziesięciu tysiącach zebranych podpisów i o wysyłce setek tysięcy kart do skrzynek w wybranych dzielnicach. Próg ustawowy, by w ogóle doszło do referendum, jest wysoki – rzędu 132 tys. podpisów, z terminem pod koniec września. Same deklaracje wstydu referendum nie zastąpią. Podpisy – tak.
SCT, Tempo 30 i parking za 800 złotych
Powody poparcia referendum są różne, ale lista się powtarza: sposób wydawania publicznych pieniędzy, przeciągające się inwestycje, polityka transportowa i ograniczanie przestrzeni dla samochodów.Mieszkańcy mówią o Strefie Czystego Transportu. SCT obejmuje znaczną część centrum i etapami wypycha starsze auta. Wielu warszawiaków nie wie, że za rok zakaz wjazdu może ich objąć, a w kolejnych latach ograniczenia zejdą na coraz młodsze samochody.
Drugi temat to strefy Tempo 30. Na Zaciszu na Targówku limit 30 km/h już działa. Lokatorzy zarzucają ratuszowi ignorowanie potrzeb i fasadowe konsultacje. W obu sprawach krytyka idzie nie tylko w sam pomysł, lecz w skalę, tryb wprowadzania i to, że głos mieszkańców nie zmienia decyzji. Do tego masowa likwidacja miejsc parkingowych i zwężanie jezdni. Kierowcy wskazują, że karetka i straż pożarna nie mają jak przejechać, gdy auta nie mają gdzie zjechać. Wysokie krawężniki i słupki blokują nawet awaryjny manewr.
Wraca obietnica dziesięciu parkingów podziemnych. Zrealizowano jeden – pod placem Powstańców Warszawy. Jest prywatny. Abonament dla mieszkańca: 800 zł miesięcznie. Dla wielu to cena zaporowa.
Osobny przykład to Sala Kongresowa. Zamknięta od 12 lat, ponowne otwarcie zapowiadane na 2028 r. Cały PKiN budowano trzy lata. Koszt remontu sali wzrósł zdaniem organizatorów zbiórki dziesięciokrotnie: z 45 mln do 470 mln zł. To zdanie, które przy stoliku pada jako dowód na rozjazd obietnic i rachunków.
Wspólny mianownik: nikt nas nie słucha
Z rozmów przy stolikach wynika jeden mianownik: brak wpływu na własne miasto. Mieszkańcy czują się pomijani. Uważają, że w Warszawie są traktowani gorzej niż turyści. Często nie spierają się nawet, czy dana zmiana jest „dobra” czy „zła”. Mówią: nikt nas nie słucha. Konsultacje – za późno, słabo ogłoszone, bez skutku dla decyzji.
Ruch, parkingi, osiedla, przestrzeń publiczna. Dochodzą sprawy przyziemne: hulajnogi na środku chodnika, kurierzy pędzący drogą rowerową, kolejny remont utrudniający zwykły dzień. Referendum – w tej relacji – ma być sposobem, by powiedzieć ratuszowi: to jest nasze miasto. Przestaje przypominać to, co znamy. Chcemy być wysłuchani i sami ocenić zarządzanie.
Hasło, że wstydzą się że głosowali na Trzaskowskiego, nie oznacza, że cała stolica zmieniła zdanie. Oznacza, że przy zbiórce słychać także byłych wyborców prezydenta i że zarzuty nie kończą się na jednej dzielnicy. Czy podpisów wystarczy do referendum, rozstrzygnie kalendarz i komisja – nie emocja przy stoliku. Emocja jednak już jest: samochód, parking, inwestycja i poczucie, że decyzje spadają z góry.
Opracowanie: MojaPL.pl
Źródła: Maciej Wilk, wGospodarce.pl, 13.09.2026, „Wstydzą się, że głosowali na Trzaskowskiego”; Wprost (zbiórka podpisów, próg 132 tys., termin IX 2026).













