Polska płaci fortunę za prąd, bo unijny system ETS wysysa miliardy z kieszeni każdego Polaka. Poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk ma rację – to nie ekologia, to ekonomiczne samobójstwo. Czas na odważną decyzję: wycofać Polskę z tego szkodliwego mechanizmu i odzyskać suwerenność energetyczną!
Unijny haracz, który niszczy polskie domy
Europejski System Handlu Emisjami (ETS) to narzędzie, które miało rzekomo ratować klimat. W rzeczywistości stało się gigantycznym podatkiem nakładanym na Polaków. W kraju opartym w dużej mierze na węglu koszty uprawnień do emisji CO₂ windują rachunki za energię elektryczną do absurdalnych poziomów. Szacunki wskazują, że w Polsce udział kosztów ETS w cenie prądu dla gospodarstw domowych sięga nawet 30–50%. To zależy od źródła i wahań cen uprawnień EUA. To nie jest drobna opłata – to prawdziwy cios w domowe budżety. W rezultacie zwykli Polacy płacą za ideologiczne fanaberie Brukseli.
Ceny uprawnień do emisji CO₂ w marcu 2026 oscylują wokół 65–70 euro za tonę. To stało się po wcześniejszych szczytach powyżej 90 euro. Dla energetyki opartej na węglu oznacza to miliardy złotych dodatkowych kosztów. Te kwoty lądują w rachunkach konsumentów. Zamiast inwestować w modernizację elektrowni czy rozwój własnych zasobów, pieniądze płyną do unijnych instytucji. Ponadto trafiają do spekulantów na rynku uprawnień.
Dlaczego Polska musi powiedzieć „dość” ETS?
To system niesprawiedliwy i antypolski. Kraje o czystej energetyce wodnej czy jądrowej prawie nie odczuwają tych kosztów. Natomiast my, z naszym miksem opartym na węglu, jesteśmy karani najmocniej w całej Unii. Pieniądze z ETS nie wracają do nas w pełni. Duża część wędruje na finansowanie zielonych projektów w bogatszych państwach Zachodu. Polska traci suwerenność energetyczną. W konsekwencji zwykli obywatele płacą rachunki wyższe o dziesiątki procent.
Energia to podstawa bezpieczeństwa narodowego i dobrobytu. Nie można pozwalać, by Bruksela dyktowała nam, ile mamy płacić za prąd. Robiłaby to tylko po to, by realizować lewacką agendę klimatyczną kosztem polskiej gospodarki i rodzin. Wycofanie się z ETS to nie fanaberia – to akt odwagi i patriotyzmu. To szansa na tańszy prąd, silniejszy przemysł i prawdziwą niezależność.
Czas na polską misję – odzyskajmy kontrolę nad energią!
PiS składa uchwałę o wycofaniu Polski z ETS – i słusznie! To nie jest abstrakcyjna polityka, to walka o portfele Polaków, o miejsca pracy w górnictwie i przemyśle, o przyszłość naszych dzieci. Wyobraźcie sobie rachunki niższe o kilkadziesiąt procent, energię dostępną i suwerenną, Polskę, która sama decyduje o swoim losie. A nie tańczy, jak jej zagrają eurokraci.
Dość uległości wobec unijnych elit! Dość płacenia haraczu za to, że mamy węgiel i chcemy go mądrze wykorzystać! Polska ma prawo do taniej i pewnej energii – czas to prawo wywalczyć. Wycofanie z ETS to pierwszy krok do prawdziwej odbudowy polskiej potęgi energetycznej.
Polacy zasługują na godne życie, a nie na ideologiczne eksperymenty. Czas działać – teraz albo nigdy!
Opracowanie: MojaPL.pl













