Groźby ministra Krajewskiego wobec starosty PiS. Protokół utrwalił słowa o rodzinie, minister odcina się od zarzutów.Rozmowa trwała niecałą minutę, ale jej zapis wywołał ogólnopolski spór. Starosta powiatu zambrowskiego zarzuca szefowi resortu rolnictwa presję i groźby ministra Krajewskiego za lajka na Facebooku. Stefan Krajewski potwierdza telefon, lecz stanowczo zaprzecza, by kogoś zastraszał.
Co wydarzyło się 22 lipca 2026 roku
Według zapisu z posiedzenia Zarządu Powiatu w Zambrowie 22 lipca 2026 roku o godzinie 10.39 do starosty Edyty Marchelskiej-Groszfeld zadzwonił minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski. Rozmowa trwała 52 sekundy i została przeprowadzona na głośniku. Dlatego jej przebieg usłyszeli uczestnicy oficjalnego posiedzenia, a protokolant umieścił kluczowe sformułowania w dokumencie. Powodem telefonu miało być polubienie przez starostę treści w serwisie Facebook. Chodziło o materiał radnego z Łomży Piotra Modzelewskiego, który domagał się dymisji ministra i kwestionował środki uzyskane przez żonę szefa resortu z instytucji związanych z rozwojem obszarów wiejskich. Minister – według protokołu – wyraził pretensje, że starosta takich treści „nie powinna była polubić”. Edyta Marchelska-Groszfeld, samorządowiec związana z PiS, oceniła rozmowę jako służbową i uznała, że nie może milczeć. Podkreśliła, że pod jej adresem i pod adresem jej bliskich posypały się mocne słowa. W jej ocenie rodzina – niezależnie od tego, czy ktoś pracuje w rządzie, czy w samorządzie – nie powinna być narzędziem do wywierania presji.
Co zapisano w protokole o groźbach ministra Krajewskiego
Portalom informacyjnym udało się dotrzeć do fragmentów protokołu. Wynika z nich, że po pretensjach o lajki minister wypowiedział słowa: „zrobię porządek z twoją rodziną” oraz „sprawdźmy, jak twój mąż zrobił karierę”. Zapis wskazuje także, że mowa była o możliwości podjęcia działań sprawdzających przy wykorzystaniu właściwych służb. To właśnie te sformułowania stały się osią zarzutu o groźby ministra Krajewskiego. Starosta powiedziała, że odebrała ton rozmowy jako próbę wywarcia presji. Dodała, że straszenie osoby pełniącej funkcję publiczną jest niedopuszczalne, a wciąganie w spór rodziny przekracza granicę politycznej rywalizacji. Warto oddzielić ocenę polityczną od faktów procesowych. Protokół jest dokumentem z posiedzenia organu samorządu. Nie zastępuje wyroku sądu i nie rozstrzyga, czy doszło do przestępstwa groźby karalnej. Pokazuje jednak, że wersja o „zwykłej rozmowie politycznej” zderza się z zapisanymi słowami o rodzinie i służbach.
Minister zaprzecza. Jaka jest wersja Stefana Krajewskiego
Stefan Krajewski potwierdził, że telefon do starosty rzeczywiście się odbył. Jednocześnie stanowczo oświadczył, że w żaden sposób nikomu nie groził i nikogo nie straszył. Tłumaczył, że zadzwonił, by spór polityczny toczyć z nim jako osobą publiczną, a nie przenosić go na żonę, która – jak podkreśla – nie jest osobą publiczną. Minister przedstawił inną interpretację swoich słów. Miał powiedzieć, że skoro starosta chce sprawdzać jego rodzinę, to można też sprawdzić, jak za rządów PiS mąż samorządowca, będąc emerytem, szybko znalazł pracę w Służbie Więziennej. Dodał, że z dofinansowań może korzystać każdy, kto spełni warunki i złoży wniosek. Jeśli starosta czuje się zastraszana, powinna – według niego – zgłosić sprawę prokuraturze. Krajewski skrytykował też fakt, że rozmowa poszła na głośnik. Uznał, że nie jest fair puszczanie prywatnej rozmowy w obecności innych osób bez uprzedzenia, że trwa posiedzenie zarządu powiatu. Jednocześnie w części wypowiedzi zaznaczał, że nie wypiera się słów wypowiedzianych podczas tamtego telefonu, ale odrzuca ich odczytanie jako groźby.
Pieniądze dla żony ministra i spór o odpowiedzialność
Tłem incydentu jest materiał radnego Modzelewskiego. Polityk Konfederacji zarzucał, że żona ministra, Edyta Krajewska, otrzymała łącznie około 250 tysięcy złotych w ramach projektów związanych z LGD „Brama na Podlasie”: 50 tysięcy złotych w 2022 roku oraz blisko 200 tysięcy złotych w 2025 roku. Radny uznał to za skandal i wezwał do natychmiastowej dymisji. Minister odparł, że nie będzie odnosił się do „doniesień pato-influencera” i że to radny powinien wytłumaczyć się ze swoich pieniędzy. Twierdził, że z tymi konkretnymi dotacjami nie miał nic wspólnego, bo środki dysponował marszałek województwa, a każdy spełniający wymogi konkursu ma prawo aplikować o fundusze unijne, krajowe lub samorządowe. Dla przeciwników rządu to argument o konflikcie interesów i podwójnych standardach. Dla ministra – atak polityczny i mieszanie żony w walkę z urzędującym członkiem Rady Ministrów. Niezależnie od oceny prawnej samych dotacji, to właśnie lajk pod tym materiałem uruchomił telefon, który trafił do protokołu.
Rodzina w sporze publicznym. Gdzie przebiega granica
Spór o groźby ministra Krajewskiego wpisuje się w szersze pytanie o kulturę sprawowania władzy. Osoba pełniąca funkcję ministra ma prawo bronić siebie i prostować nieprawdziwe – w jej ocenie – zarzuty. Nie ma jednak prawa zamieniać bliskich adwersarza w kartę przetargową. Z drugiej strony samorządowiec, który publicznie oznacza treści wzywające do dymisji ministra, musi liczyć się z ostrą reakcją polityczną. Reakcja telefoniczna na głośniku, w trakcie urzędowego posiedzenia, z zapisem o „porządkach” w rodzinie i sprawdzeniu kariery męża, wykracza jednak poza zwykłą ripostę medialną. Głos w sprawie zabrał m.in. Przemysław Czarnek. Uznał, że po takiej sytuacji minister powinien podać się do dymisji i zestawił ostrość telefonu do starosty z – w jego ocenie – brakiem analogicznej stanowczości rządu w sporze o umowę UE–Mercosur. To już ocena partyjna, nie ustalenie prokuratury. Na dziś znane są trzy twarde elementy: telefon ministra do starosty PiS, protokół z 22 lipca 2026 roku oraz publiczne zaprzeczenie szefa resortu. Reszta – czy to była groźba w rozumieniu prawa, czy ostra riposta – wymaga oceny niezależnych organów, a nie wyłącznie narracji którejkolwiek ze stron.
Opracowanie: MojaPL.pl
Źródła: DoRzeczy.pl, wPolityce.pl, Onet.pl, Gazeta Wyborcza (za relacją DoRzeczy), wPolsce24.













