Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski po ogłoszeniu terminu referendum w sprawie jego odwołania rozpoczął kampanię straszenia wysokimi kosztami głosowania. Wielu mieszkańców odbiera to jako próbę zniechęcenia do korzystania z demokratycznego prawa.
Straszenie kosztami referendum przez prezydenta Miszalskiego
Aleksander Miszalski (KO) otwarcie przyznaje, że miasto musi znaleźć 4 miliony złotych na organizację referendum lokalnego zaplanowanego na 24 maja 2026 roku. Prezydent stwierdził, że pieniądze na referendum są poszukiwane i wyraził nadzieję, że rada miasta na najbliższej sesji zatwierdzi odpowiednie przesunięcia w budżecie.
Takie podejście wielu komentatorów ocenia jako próbę wywarcia presji na krakowian. Krakowianie zebrali ponad 130 tysięcy podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta i całej Rady Miasta.
Koszty referendum a finanse Krakowa
Według szacunków magistratu referendum ma kosztować około 4 mln zł. Dla porównania – w poprzednich latach miasto przeznaczało miliony złotych na premie dla zarządów spółek miejskich oraz promocję działań prezydenta. Krytycy podkreślają, że Kraków boryka się z ogromnym zadłużeniem. Ponadto, dodatkowe wydatki na referendum obciążą budżet mieszkańców.
Miszalski zaznaczył również, że w razie odwołania i konieczności przeprowadzenia przedterminowych wyborów prezydenckich (w dwóch turach) koszty mogłyby sięgnąć nawet 8 mln zł. Jednak te byłyby już pokrywane z budżetu państwa.
Demokracja ma swoją cenę – głos mieszkańców Krakowa
Zgodnie z przepisami koszty referendum lokalnego ponosi samorząd, którego dotyczy. Aby referendum w sprawie odwołania prezydenta było ważne, musi w nim wziąć udział co najmniej 158 555 osób (3/5 frekwencji z II tury ostatnich wyborów prezydenckich). Dla odwołania rady miasta próg jest jeszcze wyższy – 179 792 głosów.
Mieszkańcy Krakowa, zbierając wymaganą liczbę podpisów, jasno pokazali niezadowolenie z polityki prezydenta. Skarżą się między innymi na podwyżki biletów MPK, opłat za parkowanie, wprowadzenie Strefy Czystego Transportu oraz zarzuty o kolesiostwo i premiowanie swoich ludzi.
Konserwatywne obawy o przyszłość Krakowa
Wielu konserwatywnych obserwatorów życia publicznego w Krakowie uważa, że próba straszenia kosztami referendum jest dowodem słabości prezydenta Miszalskiego. Zamiast skupić się na dialogu z mieszkańcami i naprawie błędów, władze miasta wolą podkreślać finansowe obciążenia. W rzeczywistości te koszty są niewielkie w porównaniu z wielomilionowymi wydatkami na inne cele.
Referendum w Krakowie staje się kluczowym testem dla lokalnej demokracji. Mieszkańcy mają realną szansę rozliczyć władzę, która ich zdaniem odeszła zbyt daleko od ich oczekiwań.
Podsumowując, Miszalski straszy kosztami referendum, ale krakowianie coraz wyraźniej pokazują, że gotowi są ponieść ten koszt, by odzyskać wpływ na kierunek rozwoju swojego miasta. Prezydentura Aleksandra Miszalskiego rzeczywiście wisi na włosku.
Opracowanie: MojaPL.pl
Źródła: Niezalezna.pl, LoveKraków.pl, TVN24, Interia, Bankier.pl, PAP (kwiecień 2026).













