Szef MSZ był w sobotę w Krakowie i nie ograniczył się do lokalnej kampanii. Sikorski o prezydencie mówił wprost: trzeba używać języka wyrazistego i zrozumiałego. W tle były weta, brak podpisów pod nominacjami i amerykańska baza.
Wypowiedź o języku i „kibolu”
Sikorski odniósł się do zaostrzenia retoryki wobec prezydenta. Niedawno Donald Tusk mówił, że nie może grać w szachy, gdy druga strona przychodzi z bejsbolem. Wicepremier dopowiedział własną analogię.
„Formę przekazu trzeba dostosować do zdolności percepcyjnej drugiej strony. Wy w Krakowie jesteście bardzo kulturalni. Ale jak się mówi jak u cioci na herbatce do kibola, to kibol nie rozumie, co się do niego mówi. Więc trzeba mówić językiem wyrazistym i zrozumiałym” — powiedział. Nagranie z tej wypowiedzi szybko poszło w obieg.
To nie jest pierwszy raz, gdy słowo „kibol” pada w tym sporze. W grudniu 2025 roku, po wymianie zdań o Afganistanie i „lesie z pięściami”, Sikorski napisał na X, że prezydent wydaje się uważać, iż „kibolskie mordobicia były ważniejsze”. Sobotnia wypowiedź idzie dalej: nie opisuje przeszłości, tylko tłumaczy, jakim językiem rząd ma teraz mówić do głowy państwa.
Weta, ambasadorzy i afera
Pytanie dziennikarzy dotyczyło tego, czy po podpisie ustawy o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych Nawrocki pójdzie za ciosem w innych sprawach. Sikorski odpowiedział, że życzyłby sobie, żeby starć nie było. Polacy woleliby, żeby prezydent używał weta tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, a nie po to, żeby robić na złość.
Za „quasi-weta” uznał też brak podpisów pod nominacjami ambasadorskimi. Powiedział, że gdyby prezydent podpisał zawodowym dyplomatom, a droczył się z nim o niezawodowych, jeszcze by to zrozumiał. Pytał, dlaczego represjonować ludzi, którzy służyli kolejnym rządom i mają jednogłośną akceptację sejmowej komisji spraw zagranicznych.
Osobno wrócił do trzykrotnego weta ustaw regulujących rynek kryptowalut. „Myślę, że te trzy weta wyszły panu prezydentowi bokiem” — ocenił. Dodał, że prezydent poszedł w złośliwe, kolejne wetowanie i dzisiaj nie może mieć pretensji, że jest sklejony z „tą chyba największą aferą finansową w historii III RP”. Nazwy tej afery w cytowanych relacjach nie podał.
Jedno zadanie: baza USA
W tej samej rozmowie Sikorski o prezydencie wskazał zadanie, które nazwał głównym, a w zasadzie jedynym państwowym. Chodzi o użycie „domniemanej bliskości” z Donaldem Trumpem, by wyegzekwować decyzję o stałej bazie wojsk USA w Polsce. Rząd, jak mówił, swoje zrobił: Rada Ministrów wystosowała uchwałę, że Polska jest gotowa bazę przyjąć i za nią zapłacić.
Pytanie padło po słowach Marcina Przydacza, szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. Przydacz, przebywający w Waszyngtonie, stwierdził, że polityczna decyzja została podjęta, a Biały Dom dał zielone światło. Dodał, że wykonać ją muszą jeszcze Pentagon i MON.
Sikorski przypomniał precedens: amerykańską bazę obrony przeciwrakietowej w Redzikowie, otwartą w 2024 roku za rządów Donalda Tuska. „Życzymy sobie drugiej bazy, tym razem wojsk lądowych Stanów Zjednoczonych” — powiedział. Były już komisje wyboru lokalizacji. Liczy, że nawet gdyby USA zmniejszały liczbę żołnierzy w Europie, tam, gdzie jest prawdziwe zagrożenie, obecność wzmocnią.
Kraków i odbiór słów
Wizyta nie była przypadkowa. Za tydzień, 11 października, druga tura przyspieszonych wyborów na prezydenta Krakowa. Sikorski wspiera kandydatkę KO, senator Monikę Piątkowską, która zmierzy się z Łukaszem Gibałą.
Część relacji potraktowała zdanie o kibolu jako przekroczenie. Portal wPolsce24 napisał, że minister ocenił możliwości intelektualne rywala i sprowadził głowę państwa do roli stadionowego chuligana. Inne serwisy ograniczyły się do cytatu i kontekstu wet oraz bazy. Sam Sikorski nie nazwał prezydenta kibolem wprost. Powiedział, że język herbatki u cioci do kibola nie dociera, więc trzeba mówić wyraziscie.
Opracowanie: MojaPL.pl
Źródła: Crowdmedia.pl (za TVN24), WP Wiadomości, Interia, Polsat News, Do Rzeczy, wPolsce24.













