Minister spraw zagranicznych Ukrainy opisał sytuację w Oleszkach w obwodzie chersońskim jako walkę o przetrwanie. Wezwał ONZ, Czerwony Krzyż i inne organizacje do realnego dostępu humanitarnego. Sama deklaracja zaniepokojenia – podkreślił – ludzi tam nie uratuje.
Sybiha Oleszki: nic im prawie nie zostało
Andrij Sybiha napisał, że mieszkańcom okupowanej części obwodu chersońskiego prawie nic nie zostało. Według dostępnych informacji ludność cywilna jest zmuszona do walki o przetrwanie, żywiąc się trawą i chwastami. Dostęp do leków, czystej wody, elektryczności i pomocy medycznej stał się niemal niedostępny. Dotyczy to także dzieci.
Sybiha Oleszki przedstawił jako punkt szczególnie krytyczny na okupowanym lewym brzegu Dniepru. Miasto leży naprzeciw Chersonia. Znajduje się pod kontrolą Rosji od lutego 2022 roku. Przed wojną liczyło około 24 tysięcy mieszkańców. Dziś mówi się o około dwóch tysiącach osób, w tym o dzieciach – w różnych relacjach od kilkudziesięciu do około 200 w szerszej okolicy.
Blokada, głód i brak ewakuacji
Ukraińska dyplomacja zarzuca Rosji celowe tworzenie katastrofy humanitarnej: blokadę dostaw żywności i leków, utrudnianie misji humanitarnych i ewakuacji. Ostatnie regularne dostawy żywności datowano na późną wiosnę. Sklepy nie działają. Nie ma prądu ani gazu od zniszczenia zapory w Nowej Kachowce w 2023 roku. Ludzie gotują na ogniskach. Relacje BBC i wolontariuszy potwierdzają ten sam obraz: w lokalnych czatach mieszkańcy wymieniają się przepisami na gotowanie chwastów z ogródków, gdy skończyły się warzywa z lata. Drogi są zaminowane. Poruszanie się po mieście jest obarczone ryzykiem ataków dronów FPV. Sybiha Oleszki łączy z „polowaniem” na cywilów – nawet wyjście z domu ma być niebezpieczne.
Kreml przyznał, że sytuacja jest „krytyczna” i że są problemy z żywnością oraz lekami. Jednak obarczył winą Kijów i zapewnił, że wojsko rosyjskie „pracuje nad rozwiązaniem”. Ukraina odpowiada, że to okupant odpowiada za ludność na terytorium, które kontroluje.
Apel do ONZ i Czerwonego Krzyża
Sybiha zwrócił się do Organizacji Narodów Zjednoczonych, Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża i innych struktur. Ludzie tam – napisał – nie przeżyją dzięki samym oświadczeniom o zaniepokojeniu. Potrzebny jest natychmiastowy, niezakłócony dostęp humanitarny i bezpieczna ewakuacja chętnych. Czerwony Krzyż sygnalizował gotowość do udziału w operacji. Inne organizacje deklarują dostawy. Zdaniem Kijowa jedyną przeszkodą jest strona rosyjska, która traktuje dostęp do pomocy jako narzędzie presji. Rada Kościołów Ukrainy też wzywała ONZ i MKCK do misji i wywiezienia cywilów na tereny kontrolowane przez Ukrainę. Sybiha Oleszki poruszał już na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w Nowym Jorku. Temat korytarzy miał być też przedmiotem rozmowy z szefową MKCK. To nie nowy kryzys z jednego tweeta – to eskalacja blokady trwającej miesiącami.
Co da się powiedzieć bez przekłamania
Fakty z materiału są twarde: minister Ukrainy alarmuje o głodzie w Oleszkach, o trawie i chwastach jako pożywieniu, o dzieciach bez wody i leków, o apelu do ONZ i Czerwonego Krzyża. Niezależne relacje z miasta pod okupacją opisują ten sam mechanizm – odcięcie dostaw, zakaz ewakuacji, ruiny po powodzi z Kachowki. Sybiha Oleszki obarcza winą Rosję jako siłę okupującą. Moskwa zaprzecza intencji i zwala odpowiedzialność na Ukrainę. Cywile zostają w środku: bez prądu, bez apteki, z chwastami w garnku. Oświadczenia o „głębokim zaniepokojeniu” tego nie karmią. Albo pojawi się korytarz i konwój, albo kolejny tydzień minie na komunikatach.
Opracowanie: MojaPL.pl
Źródła: Interia (26.09.2026), Ukrainska Pravda, Kyiv Independent, UNN, BBC (Oleshky), Kyiv Post, Onet/PAP, Euromaidan Press.













