Strona główna / POLSKA / Sierakowski: Na Wołyniu nie doszło do ludobójstwa. Lewica to stan umysłu

Sierakowski: Na Wołyniu nie doszło do ludobójstwa. Lewica to stan umysłu

Sławomir Sierakowski kwestionuje ludobójstwo na Wołyniu

W programie „Fakty po Faktach” na TVN24 Sławomir Sierakowski po raz kolejny wywołał ogromne oburzenie swoimi wypowiedziami na temat rzezi wołyńskiej. Jego tezy bagatelizujące charakter zbrodni i próbujące ją zrelatywizować przez przywoływanie dawnych konfliktów polsko-ukraińskich spotykają się z ostrą krytyką. Oto dlaczego argumenty lewicowego publicysty budzą taki sprzeciw i co naprawdę wydarzyło się na Wołyniu w latach 1943–1945.

Sierakowski twierdzi, że na Wołyniu nie było ludobójstwa

Sławomir Sierakowski w rozmowie z Piotrem Kraśko przekonywał, że na Wołyniu nie doszło do ludobójstwa. Według niego ludobójstwo wymaga świadomej woli eksterminacji całego narodu lub jego części, a takiej intencji rzekomo nie było. Publicysta podkreślał, że doszło do „potwornej zbrodni”, ale jednocześnie odwoływał się do historycznego kontekstu – pacyfikacji wsi galicyjskich, rozbijania cerkwi czy obozu w Berezie Kartuskiej. Twierdził, że Polacy widzą siebie wyłącznie jako ofiary, a nie jako katów w innych okresach historii. Sierakowski powoływał się na prof. Grzegorza Motykę, który mówił o „czystkach etnicznych z charakterem ludobójstwa”, ale sam odrzucał określenie „ludobójstwo”. Ostrzegał też, że zbyt mocne podkreślanie winy Ukraińców może zaszkodzić Polsce w debacie z Rosją. Te wypowiedzi wywołały natychmiastową reakcję prowadzącego, który wskazał na niebezpieczeństwo stawiania znaku równości między odległymi wydarzeniami a masowym, bestialskim mordem na 100 tysiącach ludzi.

Dlaczego relatywizacja Sierakowskiego jest błędna

Argumenty Sierakowskiego o „zrozumieniu bez usprawiedliwiania” nie wytrzymują konfrontacji z faktami. Historycy polscy, w tym badacze z Instytutu Pamięci Narodowej, jednoznacznie wskazują, że działania OUN i UPA miały charakter zaplanowanego ludobójstwa. Celem było całkowite wyniszczenie polskiego żywiołu na terenach uznawanych przez ukraińskich nacjonalistów za ukraińskie.Sierakowski przekonuje, że na Wołyniu nie było ludobójstwa, bo sprawcy chcieli jedynie wypędzić Polaków. Tymczasem rozkazy dowództwa UPA mówiły wprost o likwidacji „całego elementu polskiego” – bez względu na wiek i płeć. Już w 1943 roku wydano dyrektywy nakazujące mordowanie Polaków od 16. do 60. roku życia, a następnie rozszerzono je na wszystkich. Mówiono otwarcie o potrzebie wymordowania Polaków „do siódmego pokolenia wstecz”.

Rzeź wołyńska jako zaplanowane ludobójstwo Polaków

Kulminacją zbrodni była tzw. krwawa niedziela – 11 lipca 1943 roku. Oddziały UPA, wspierane przez miejscową ludność ukraińską, przeprowadziły jednocześnie skoordynowany atak na dziesiątki polskich miejscowości w powiatach horochowskim, włodzimierskim i kowelskim. Ludzie byli mordowani w kościołach podczas mszy, w domach, na polach. Używano siekier, wideł, pił, palono żywcem, gwałcono i okaleczano ofiary – w tym kobiety, dzieci i starców.Historycy szacują, że w latach 1943–1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zginęło od 80 do 120 tysięcy Polaków. Tylko na Wołyniu mogło to być 50–60 tysięcy ofiar. Część Polaków zdołała się uratować w większych miastach lub organizując samoobronę, ale oddziały ukraińskie miały przewagę uzbrojenia i liczebną. Niektórzy historycy, w tym Ewa i Władysław Siemaszkowie, dokumentują jeszcze wyższe liczby ofiar.Sierakowski przekonuje, że na Wołyniu nie było ludobójstwa, bo nie była to eksterminacja całego narodu. Jednak definicja ludobójstwa obejmuje również zniszczenie grupy „w części” – poprzez masowe zabójstwa, ciężkie uszkodzenia cielesne i stworzenie warunków uniemożliwiających jej dalsze istnienie na danym terenie. Właśnie to stało się na Wołyniu.

Skutki bagatelizowania prawdy o rzezi wołyńskiej

Próby relatywizacji zbrodni wołyńskiej przez lewicowych publicystów takich jak Sierakowski szkodzą polskiej pamięci historycznej i relacjom z Ukrainą. Polska uznaje rzeź wołyńską za ludobójstwo – potwierdzają to uchwały Sejmu oraz wypowiedzi prezydentów. Bagatelizowanie intencji sprawców i sprowadzanie zbrodni do „czystki etnicznej” bez charakteru ludobójczego gra w rękę tym, którzy chcą wymazać lub zminimalizować winę ukraińskich nacjonalistów.Pamięć o ofiarach wymaga jasnego nazwania rzeczy po imieniu. Nie chodzi o zemstę, lecz o prawdę. Historycy tacy jak Norman Davies czy Piotr Gontarczyk również podkreślają skalę i planowość zbrodni. Ignorowanie tego faktu pod pretekstem „zrozumienia kontekstu” jest niebezpieczne i krzywdzące dla rodzin pomordowanych.

Pamięć o ofiarach rzezi wołyńskiej musi być broniona

Polacy mają prawo i obowiązek bronić prawdy o ludobójstwie na Wołyniu. Próby Sierakowskiego, by zrelatywizować tę zbrodnię przez przywoływanie wcześniejszych konfliktów, nie zmieniają faktów. Rzeź wołyńska była świadomym, zaplanowanym działaniem mającym na celu usunięcie Polaków z ich ziem ojczystych metodami ekstremalnego okrucieństwa.Dziś, gdy Ukraina walczy o swoją niepodległość, Polska wspiera ją w walce z rosyjską agresją. Jednocześnie nie może pozwolić na zacieranie pamięci o własnych ofiarach. Prawda o rzezi wołyńskiej jako ludobójstwie jest fundamentem uczciwego dialogu historycznego. Sierakowski przekonuje, że na Wołyniu nie było ludobójstwa – ale fakty mówią coś zupełnie innego.

MojaPL.pl
Źródła: DoRzeczy.pl (wywiad TVN24 z Sławomirem Sierakowskim), Instytut Pamięci Narodowej – strona o Zbrodni Wołyńskiej, badania Ewy i Władysława Siemaszków, uchwały Sejmu RP oraz wypowiedzi historyków (m.in. Grzegorz Motyka, Norman Davies).

Sign Up For Daily Newsletter

Stay updated with our weekly newsletter. Subscribe now to never miss an update!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *