Minister Katarzyna Kotula przekonywała, że pracownica „nie została zwolniona” i „może wrócić w każdej chwili”. Teraz zabiera głos sama zainteresowana i miażdży te wyjaśnienia. „To brak poszanowania praw pracowniczych noszący znamiona dyskryminacji ze względu na płeć” – mówi.
Hipokryzja w departamencie równości – zwolnienie matki po porodzie
Milena Adamczewska-Stachura, adwokat i była zastępczyni dyrektora departamentu ds. równego traktowania w KPRM, została odwołana ze stanowiska zaledwie kilka tygodni po urodzeniu dziecka w październiku 2025 roku. Kobieta publicznie zarzuca Katarzynie Kotuli – sekretarz stanu w KPRM i pełnomocniczce rządu ds. równości – wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Ponadto zarzuca działania noszące znamiona dyskryminacji ze względu na płeć. Sprawa zwolnienia pracownicy KPRM po urlopie macierzyńskim mocno uderza w wizerunek rządu promującego równość.
„Zostałam odwołana, bo urodziłam dziecko” – mocne słowa byłej pracownicy
W wywiadzie dla Wirtualnej Polski Milena Adamczewska-Stachura stwierdziła wprost: „Zostałam odwołana, bo urodziłam dziecko. To brak poszanowania praw pracowniczych, który nosi znamiona dyskryminacji ze względu na płeć”. Podkreśliła, że pismo wypowiedziane jasno wskazywało na rozwiązanie stosunku pracy z chwilą zakończenia urlopu rodzicielskiego. Nie było w nim mowy o możliwości powrotu na stanowisko ani o jakichkolwiek alternatywnych rozwiązaniach. Na przykład, takich jak powołanie drugiej zastępczyni na czas nieobecności. Była pracownica KPRM zaznaczyła, że jej praca była pozytywnie oceniana. Twierdziła też, że nie było innych powodów odwołania poza faktem urodzenia dziecka.
Katarzyna Kotula broni się – „to tylko odwołanie z funkcji”
Katarzyna Kotula konsekwentnie powtarza, że nie doszło do zwolnienia, a jedynie do odwołania z funkcji kierowniczej. Według jej wyjaśnień pracownica nadal pozostaje zatrudniona w KPRM. Zachowuje wszystkie prawa pracownicze i może wrócić do pracy w dowolnym momencie. Kotula podkreśla, że Milena Adamczewska-Stachura nie nawiązała kontaktu w sprawie powrotu. Co więcej, obecnie korzysta z urlopu związanego z opieką nad dzieckiem. Te tłumaczenia były pracownica uznaje jednak za wprowadzające w błąd. Uważa też, że są sprzeczne z treścią otrzymanego pisma.
Poważne zarzuty wobec instytucji promującej równość
Cała sprawa nabiera szczególnego wydźwięku, ponieważ dzieje się w departamencie ds. równego traktowania – instytucji, która powinna nie tylko przestrzegać, ale aktywnie promować standardy równego traktowania kobiet i matek. Zwolnienie kompetentnej pracownicy tuż po urodzeniu dziecka rodzi poważne pytania o rzeczywiste standardy obowiązujące w rządzie Tuska w obszarze praw kobiet. Obserwatorzy zwracają uwagę na rażącą hipokryzję. Dzieje się tak w czasie, gdy rząd głośno mówi o równości. W jego własnej kancelarii dochodzi do działań, które wielu uznaje za klasyczną dyskryminację macierzyństwa.
Sprawa zwolnionej pracownicy KPRM po urlopie macierzyńskim pokazuje, jak daleko mogą odbiegać słowa od czynów w instytucjach odpowiedzialnych za politykę równościową. Głos Mileny Adamczewskiej-Stachury jest kolejnym sygnałem. Wskazuje, że problem dyskryminacji matek w miejscu pracy dotyka nawet tych, którzy oficjalnie walczą z takimi praktykami.
Opracowanie: MojaPL.pl
Źródła: wpolityce.pl (artykuł z 24.03.2026), wywiad Mileny Adamczewskiej-Stachury dla Wirtualnej Polski, oświadczenia Katarzyny Kotuli i Centrum Informacyjnego Rządu, doniesienia dorzeczy.pl oraz wprost.pl.













